-Czyli ja mam z nim walczyć? - zapytałem nie dowierzając, tam stał jakiś mięśniak z dwoma mieczami w zbroi
-Tak. - odparła spokojnie nauczycielka
-No już , szybciutko! Wzdrygnąłem się trochę no ale cóż, szkoła to szkoła , nie jaki Devon uśmiechnął się złośliwie i podszedł do mnie (stałem już na środku)
-Stańcie w odległości 10 metrów. Za 5 ,4 ,3 ,2 ,1 ,0 - start!
Stałem tam jak słup soli otrząsnąłem się w ostatnim momencie wtedy gdy ten Devon chciał zadać mi cios w twarz odskoczyłem z płomyczkiem w rękach, wylądowałem na drugim końcu czyli tak jakby... od tyłu, musiałem to wykorzystać ale najpierw trzeba go było zdezorientować więc stworzyłem ogniste "tornado" które miało odwróci jego uwagę - niestety nie dał się nabrać- Czy on do chole*ry ma oczy z tyłu głowy?! Znów do mnie podbiegł tym razem trafił - w brzuch cios został zadany ale poparzyłem go w palce u prawej ręki - mam nadzieje że był prawo ręczny, wtedy ciosy byłyby słabsze, zrobiło mi się trochę niedobrze. Miałem ochotę pokolorować komuś plecy... w końcu podszedł do mnie spluwając przez prawe ramie to znaczy że był praworęczny! Ufff, niestety za wiele to nie dało złapał mnie za "kołnierzyk" i chciał walnąć mną o ścianę, ale w ostatnim momencie, trzasnąłem go gorącym płomykiem w twarz .
-Ałć! - odskoczył
-Koniec! już wystarczy, teraz Remus i Loca.
Oni walczyli jednak nie byli dla siebie zbyt agresywni, potem pani podziękowała za pierwszą część zajęć i zaprosiła do następnej nagle podeszła do mnie Zoey- wyglądała jak wampir była strasznie blada i ledwo szła na nogach
-Na pewno dobrze się czujesz Zoey? - zapytała pani.
<Zoey? Jak tam zdrówko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz